Śmiało można powiedzieć, że ta restauracja zmieniła Rynek Kościuszki w Supraślu. Przestrzeń wokół budynku Zajmy do tej pory świeciła pustkami, brakowało tu życia. Od kiedy powstała nowa knajpka, jedynie nazwa została ta sama. Obiekt zaczął tętnić życiem. Przez otwarte na oścież drzwi ciągle wchodzą ludzie, a na zewnątrz leżaki z zabawnymi hasłami wprowadzają wakacyjny klimat pełen luzu i tego czegoś, czego do tej pory w Supraślu brakowało. Czuć tu nonszalancję, która jest jak pełen nieładu kok na włosach dziewczyny – efekt, który wygląda jak od niechcenia, a jednak ktoś się mocno postarał i ma na to pomysł. Niech żyje młodość, energia, kreatywność!

To był mój drugi raz w nowej Zajmie. Wcześniej ze znajomymi zjedliśmy tam kolację i zapamiętałam z niej najbardziej jedno: wygląd potraw. To, jak je tu dekorują świeżymi kwiatami, pozostaje w pamięci i porusza największego twardziela. Nie sposób nie wyjąć telefonu i nie zrobić zdjęcia, co też ludzie ochoczo robią. Kiełki groszku, pąki kwiatów nasturcji i innych, które można pałaszować, do czego zachęca obsługa. Smak potraw także zaskakiwał. Sakiewki chinkali z serem i szpinakiem rozpływały się w ustach, chłodnik z orientalną nutą był totalnie nową propozycją wśród wszystkich chłodników, jakie do tej pory jadłam. Bardzo dużo kawałków ogórka, ziemniaków, oliwek, a mniej jogurtowej zupy. Ciekawe połączenie! Smażone w panierce boczniaki przypominały nuggetsy, choć wolę je w wersji soczystej i z jakimś sosem. Moim zdaniem to raczej przystawka, a nie danie główne, jak zasugerowała obsługa. Lekki sernik z mnóstwem jagód był pewniakiem i okazał się trafionym wyborem.

Miejsce dla dzieciaków

Na drugą wizytę zabrałam już ze sobą aparat. Czekając na dania około 30 minut, miałam czas na sportretowanie miejsca, jedną ręką ogarniając sprzęt, drugą pełne entuzjazmu dzieci, jakie nam towarzyszyły. I tu warto wspomnieć, że Zajma jest bardzo pro, jeśli chodzi o dzieciaki. Kelnerka zaraz przyniosła nam do stolika różne drewniane zabawki, które zajęły gromadkę. Dania typu placki z owocami i konfiturą są apetycznie podane, tak że największy niejadek nie odmawiał skosztowania. Do wyboru jagodowe lub klasyczne jabłkowe.  My, trzy dorosłe dziewczyny, zamówiłyśmy sobie coś solidnego – torcik z placków ziemniaczanych z sosem kurkowym. Dwa bezmięsne, jeden z kurczakiem. Ciężka potrawa, zdawać by się mogło, okazała się tak finezyjnie przystrojona, tak ukwiecona, że miałyśmy wrażenie, że jemy łąkę kwiatów;) Bardzo smaczna!

Kawa to podstawa

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o kawie. Jest naprawdę dobra. Jako namiętna kawoszka, mam często w restauracjach problem, by przełknąć to, co serwują jako kawę. Tu – bomba. Plus za to, że kawa pochodzi z białostockiej palarni, jak zdradziła obsługa. Kawę zresztą można kupić do przygotowania w domu. W propozycji pitnej i bezalkoholowej są lemoniady, choć to co piłam jako lemoniadę, smakowało raczej jak chłodzący ziołowy napar. Bardzo fajny, jeśli nie nazywa się lemoniadą;)

Kup sobie mebel

Właściwie to teraz strzelam, ale skoro niektóre bardzo stylowe meble w Zajmie mają metki z ceną…to chyba można je kupić?! Słyszałam kiedyś o takiej knajpce w Barcelonie, która ciągle zmienia swój wygląd, bo meble są niezwykle ruchome i szybko schodzą, ustępując miejsca kolejnym. Być może w Supraślu będzie podobnie?

Klimat Zajmy bardzo mi odpowiada. Lubię proste dekoracje, a tu one budują styl. Suszone zioła, świeże kwiaty w wazonach, drewniane gałązki, grafiki nawiązujące do natury. Wygodne, zielone fotele zachęcają, by się w nich rozsiąść na dłużej i odpocząć. Szkielet kajaka wprowadza wakacyjne skojarzenia. Jest bardzo naturalnie, eklektycznie i tak…kobieco. A na pewno kobiecą ręką doprawione. Nic dziwnego, skoro właścicielka to jak mi wiadomo, artystka – scenograf teatralny! Nie miałam przyjemności jeszcze jej poznać, ale skoro na dwóch wizytach nie poprzestanę, na pewno będzie okazja:) Tym bardziej, że nie kryje się po kątach, a wychodzi do swoich gości i ochoczo z nimi rozmawia. Przyśpiewująca kelnerka, którą wiele osób rozpozna z ciekawych inicjatyw typu Sztuka Kochania w Białymstoku, bardzo pasuje do tego miejsca. Obsługa żywo interesuje się gośćmi pytając, czy wszystko jest w porządku.

A jakieś ale?

Żeby przełamać ten cukier lukier, by ktoś jeszcze nie pomyślał, że to wpis sponsorowany, dodam od siebie jeden minusik. Nie jemy z rodziną mięsa i zamawialiśmy potrawy bezmięsne. Super, że są takie w karcie! Kiedy wreszcie naszym oczom ukazały się te cuda na talerzu, odkrywaliśmy wśród kwiatów…mięso. Masz babo placek. Obsługa szybko naprawiała błąd, który jednak powtarzał się za każdym razem. Mąż w ramach przeprosin za mięsnego chinkala dostał piwo, siostra gorące przeprosiny – i jest ok! To taka tylko uwaga i prośba o większe skupienie, bo niektórzy restrykcyjni wegetarianie mogą się obrazić i nie wrócić. A byłoby szkoda, bo miejsce jest naprawdę oryginalne i z potencjałem na lata.

A zatem: witamy gorąco nową Zajmę w Supraślu!:)