Ultramaraton Ultra Śledź Puszcza Knyszyńska odbywa się w Supraślu od 3 lat. Znany jest ze swojej luźnej, nieformalnej atmosfery bez zadęcia, dla której z roku na rok coraz więcej osób z całej Polski chce uczestniczyć w tym biegu. Do tego urzeka przepiękną, ale wymagającą trasą. Konkretne nagrody pieniężne dodają prestiżu całej inicjatywie. Nie byłoby tej imprezy, gdyby nie grupa zakochanych w bieganiu ludzi, którzy Ultra Śledzia organizują, jak też licznym sponsorom, w tym miastu Supraśl. W tym roku Ultra Śledź rozpoczął się od…zaręczyn;)

 

Podczas gdy Supraśl przeciągał się leniwie, budząc do życia w zimowy sobotni poranek 24 lutego, na trasie ultramaratonu w Puszczy Knyszyńskiej od 6 rano trwały zmagania biegaczy z wiatrem, mrozem, własnymi ograniczeniami. Wiele osób puka się z niedowierzaniem w czoło, uważając ich za wariatów. Inni patrzą z szacunkiem. Ktoś się zainspiruje i zacznie sam trenować. Ultramaratony to nie sport dla mięczaków, ale jak przyznają sami uczestnicy – przygodę z bieganiem często zaczyna się zupełnie przypadkiem, nawet po 40-stce!

Prawie 200 uczestników 3. edycji Ultra Śledzia rozpoczęło bieg w pięknym słońcu, przy silnym wietrze i w siarczystym mrozie. Pogoda wprost wymarzona w myśl zasady: im trudniej, tym lepiej. Kto zna ultramaratończyków ten wie, że ich logika jest często zupełnie niezrozumiała dla niebiegaczy;)

Co ciekawe, bilety na Ultra Śledzia sprzedają się w ciągu kilku minut od uruchomienia rejestracji, zwłaszcza na dystans 50 km. Organizatorzy, ktorzy sami należą do biegaczy, dbają o elitarność biegu i nie zwiększają puli miejsc. Także co roku chętni przeżywają stres, czy zdążą się zapisać. To dodaje tylko klimatu imprezie.

Formuła co roku jest podobna. Biegacze mają do pokonania 50 lub 80 km, w zależności od dystansu, jaki wybrali. Trasy są odpowiednio oznaczone, a na nich szereg wolontariuszy w różnym wieku – w tym roku była ich rekordowa grupa 100 osób. Na punktach żywieniowych czekają na biegaczy z ciepłym słowem, pożywną zupą, energetyzującymi przekąskami od sponsorów. Po chwili oddechu, uczestnicy ruszają w dalszą drogę.

Pierwsi ultramaratończycy ukończyli bieg już około godziny 13.00. Ci, którzy biegli na 80 km, mieli czas od 6.00 do 18.30. Odpadło 20 osób, dobiegło 113. Tylko 1 osoba z 62 nie ukończyła biegu na 50 km.

Wieczorem na biegaczy czeka „upodlenie ostateczne”, czyli impreza z rozdaniem nagród oraz żywiołowymi tańcami do poźnych godzin nocnych. Tu już nie ma dysnansów i limitów: można jeść, pić, tańczyć bez ograniczeń;)

 

Start i meta w tym roku zlokalizowano na bulwarach od strony klasztoru.

Taśm tego koloru wypatrywali na trasie uczestnicy biegu. Wskazywały dobrą drogę. Zastępy wolontariuszy także czuwały, by nikt się nie zgubił.

„Teraz będzie źle, ale potem na imprezie już tylko lepiej” – zagrzewał do biegu Marcin, dyrektor Ultra Śledzia. Sam jest ultramaratończykiem, ale jako organizator, nie może ruszyć w trasę wraz z uczestnikami. Odbija to sobie na innych biegach w Polsce, a w tym roku także we Włoszech. Kibicujemy!

10 minut do startu…

Ostatnie uściski, które mają dać siłę na wiele morderczych godzin…

Tak, było bardzo zimno;)

Radość przed startem udzielała się wszystkim, nawet pupilom.

„Zaraz, zaraz. Za 5 minut wybiegacie, ale pewien chłopak chce jeszcze o coś zapytać swoją dziewczynę.”

Tego chyba nikt się w tej chwili nie spodziewał. A na pewno nie zaskoczona adresatka tych słów:)

Wzruszenie udzieliło się wszystkim. Chyba każdy miał łzy w oczach na minutę przed startem. Bo powiedziała TAK!:)

A teraz komu w drogę, temu czas. Do zobaczenia na mecie, drogie Śledzie!

Ciepło ubrani organizatorzy z przejęciem koordynowali każdą minutę biegu.

Fizjoterapeuta Maciej Wysocki czuwał podczas całego ultramaratonu. Jego pomoc okazała się nieoceniona.

Tego dnia Puszcza Knyszyńska prezentowała się wyjątkowo pięknie w słońcu. I w przeraźliwym mrozie;)

Punkty żywieniowe, na których czekali wolontariusze, dawały chwilę wytchnienia i regeneracji sił.

Na szczęście sękacz nie zamarzł i dało się go kroić;)

Ostatnie metry w pełnym słońcu i okrzykach kibicujących. To najpiękniejszy moment całego biegu dla każdego uczestnika.

Radość z ukończonego biegu jest jeszcze większa, gdy na mecie czekają ukochane osoby.

Godna reprezentacja z Supraśla. Brawo Wojtek!

Chuch Puszczy, aż do dna;)

Tego medalu nie da się zdobyć inaczej, jak tylko pokonując całą trasę na 50 lub 80 km.

Dyrektorzy zawodów, Marcin i Wojtek, nie pokazywali po sobie ogromnego zmęczenia po  wielu nieprzespanych nocach podczas przygotowań. Żartowali ze sceny, gratulując wszystkim uczestnikom. W tym roku po raz pierwszy nagrody powędrowały także do…3 ostatnich miejsc!;)

Nie byłoby tej imprezy, gdyby nie wsparcie Urzędu Miejskiego. Burmistrz Supraśla Radosław Dobrowolski co roku wspiera całą inicjatywę.

Chcesz nosić taką koszulkę? Zostań wolontariuszem lub…biegaczem Ultra Śledzia za rok!;)

Magda zajmowała się koordynacją 100 wolontariuszy. Na zdjęciu z Krzyśkiem, który był jej prawą ręką.

Julek, który przebiegł 80 km, doceniał pracę wolontariuszy. A przy okazji mógł wycałować Magdę;)

Jak wszyscy, to wszyscy. Magda ściskana też przez Burmistrza Supraśla, Radosława Dobrowolskiego.

Sylwia, która przebiegła 80 km, podczas imprezy rozgrzewała salę swoim temperamentem i głosem. Jej hymn na cześć Śledzia przeszedł już do historii tego biegu;)

Maki i Chłopaki oraz Muzyka Końca Lata. Grali w ubiegłym roku, zagrali i w tej edycji. Są niezawodni, co potwierdził parkiet pełen ludzi. Ultramaratończycy mieli siłę tańczyć do północy, wprawiając w osłupienie muzyków. „Kiedy się skończy Wasza energia? Musimy Was dziś wykończyć!”.

Wolontariusz Krzysiek na scenie ze swoją ukochaną Muzyką Końca Lata.

Marcin, dyrektor zawodów, też nie mógł nie skorzystać i z nimi nie zaśpiewać;)

Niezmordowane Śledzie – do zobaczenia za rok w Supraślu! 🙂

Tekst i zdjęcia: Ewelina Lewkowicz-Żmojda