Jeśli szukacie pomysłu na niebanalne urodziny Waszego dziecka, to mam nadzieję, że ten wpis Was zainspiruje. Po serii urodzin w salach zabaw w mieście, mieliśmy dość. Marzyliśmy o urodzinach w naturze, na świeżym powietrzu, a nie w klimatyzowanej sali z mnóstwem plastikowych zabawek, automatów do gier, głośnych i przyprawiających o ból głowy. Te urodziny miały być zupełnie inne. Tak oto narodził się pomysł na urodziny w Indiańskiej Wiosce w Supraślu. Jest ona tak idealnie położona, że mimo ścisłego centrum, ma się spotęgowane wrażenie bycia w tu i teraz, z dala od cywilizacji.

 

Czy Wy także jako Rodzice, wychodzicie z dziecięcych urodzin w znanych bawialniach przebodźcowani, wynosząc często płaczące od nadmiaru wrażeń pociechy? Nasz plan był taki, że skoro urodziny małej Niny przypadają w maju, to idealnie będzie zorganizować przyjęcie w naturze. Wioska Indiańska już kiedyś nas zauroczyła, podczas urodzin koleżanki z przedszkola starszej córki. Było to jesienią, a więc tym bardziej w maju będzie tam jak w raju – pomyślałam. I mimo że nie mieliśmy szczęścia do słońca, to i tak było wspaniale. Naprawdę trudno powiedzieć, czy lepiej bawili się mali uczestnicy imprezy, czy też dorośli;) Alpaki, skunks, szop pracz dotrzymywały przy tym towarzystwa.

Na jakie atrakcje mogli liczyć goście? W Wiosce Indiańskiej można realizować różne scenariusze zabaw, dopasowane do pogody i wieku uczestników. Nasza grupa była bardzo zróżnicowana wiekowo, dlatego zrezygnowaliśmy np. z warsztatów robienia mydełek, bo dzieciaki mogłyby nie usiedzieć na miejscu. Zresztą nie sposób było w trakcie 3 godzin zmieścić wszystkiego, co oferuje Wioska Indiańska.

Poszukiwacze złota, Apacze, zaklinacze

Największym dziecięcym hitem była zabawa w Gorączkę Złota. Można powiedzieć, że trwała non stop, z przerwami na inne atrakcje. Koryta z wodą w żadnym momencie nie stały osamotnione. Okrzyki podnieconych dzieci nie ustawały: Mam złoto! Mam! Na sitku po odlaniu wody co chwila pojawiała się połyskująca złota grudka, a ich cały stos dzieci zabrały po urodzinach do domu. Niektóre nawet pytały swoich rodziców, co mogą za nie potem kupić;)

Nasza 3-latka jubilatka mogła doświadczyć, jak to jest nałożyć na głowę ogromny pióropusz podczas prezentacji indiańskich skarbów w tipi. Wódz Piotr dokonał pokazu zgromadzonych trofeów, zaklinaczy snów, ozdób, skór itd. Czasem zabawnie, czasem intrygująco i nawet złowrogo;) O taką plejadę emocji chodziło! Spotkanie w tipi ma wartość edukacyjną. – Tu naprawdę śpi się przez cały rok? – pytały starsze dzieci z niedowierzaniem.

Przejażdżka na kucyku cieszyła nie tylko dzieci, co widać na zdjęciach;) Po dwóch okrążeniach na każdego, można było już biec do łuku czy strzelby, by spróbować trafić do celu. Najczęściej…bezskutecznie;)

A może kładka do balansowania i zbijania kijem przeciwnika? To zarazem zabawne, angażujące i wymagające wprawy zajęcie wciągnęło dorosłych, u których pojawił się na twarzach zawadiacki uśmiech, przeradzający się w często w rechot.

Co powiecie na przeciąganie liny jako test siłowy dwóch grup? Oj bolały ręce, a także gardła od okrzyków wyzwalających ukrytą moc.

– Dzieci, czas na tort! – trzeba było szukać małych gości po całym terenie. Biegały z zarumienionymi z emocji policzkami.

A po słodkiej uczcie (z pyszną lemoniadą od Indian) przyszedł czas na spacery z alpakami. Taka nawet krótka alpakoterapia działa wyciszająco, kojąco dzięki puszystości, miękkości tych ślicznych zwierzaków. Głaskaniu, karmieniu czy spoglądaniu w ich wielkie oczy zakryte długą grzywą, mogło nie być końca….gdyby Indianka Ula nie wyniosła z tipi skunksa (staruszek był chory, dlatego nie można było go brać na ręce. Siedział wtulony w swoją panią) oraz szopa pracza. Wyciągał łapki po smaczne kąski, które mu podawały dzieciaki. W końcu prawdziwe zwierzęta, a nie te na ekranie!

Chyba najzabawniejsza dla dorosłych i dzieci była zabawa z indiańskimi nartami. Trzeba było tak się skoordynować, by przejść razem kilka kroków. Oj, nie było to łatwe, co widać po gościach wypadających z toru. Dawno nie widziałam, żeby dorośli tak głośno się śmiali sami z siebie. A przy tym to super integracja pokoleń.

Wyścig na koniku na patyku? Babcia wygrywa z wnuczkami, a radość nie schodzi z twarzy.

Wioska Indiańska, kiełbaski z ogniska, do tego pyszne jedzonko własnej roboty, tort i świetna ekipa. Przepis na urodziny idealne:)

 

Kontakt do Wioski Indiańskiej w Supraślu:

Wioska Indianska, Ula i Piotr

tel. 660 984 424