To miał być zwykły spacer po lesie z kilkuletnimi siostrzeńcami. Zbliżając się do polany, na której dawniej mieścił się leśny plac zabaw, usłyszałam okrzyk entuzjazmu dzieciaków: – „Tu przychodzimy z naszym przedszkolem! Zajdźmy na polankę, prosimy!”.
Dzieci z powodu zamknięcia przedszkoli, zostały w domach. Stęsknionym wzrokiem patrzyły na pagórkowaty teren. Dawniej mali supraślanie i przyjezdni goście hasali tu w najlepsze pośród drzew, drewnianych rzeźb zwierzątek, zdobywając zamek, śmiejąc się na huśtawkach, podbiegając do ogniska przy wiacie. Tak było kiedyś. Plac zabaw stanowił część znanej i lubianej Ścieżki Zdrowia, na której znajdowały się sprzęty do ćwiczeń. Czasami słyszę o niej w rozmowach, zawsze bywa wspominana z sentymentem. Weszłam z dziećmi na polankę, która w niczym nie przypomina dawnego placu. Pamiętam fortecę, huśtawki, rzeźby. Podobno wandale skutecznie się tym wszystkim zajęli. Nie przekonuje mnie ten argument. Przecież tak cudowne miejsca się remontuje, pilnuje ich, dba o nie…Nowe atrakcje upiększające Supraśl są potrzebne, ale szkoda, by w zupełne zapomnienie odchodziły stare. Po dawnej świetności pozostał pojedynczy drewniany owad, zarośnięte mchem autko z drewna, zarys fundamentu – pewnie fortecy.
Dzieciaki bawiły się wyśmienicie, a mnie ogarniała nostalgia i jakiś smutek. Chciałabym tu z nimi przyjść na huśtawki, zrobić im zdjęcia na różnych zwierzakach, a wieczorem rozpalić ognisko pod wiatą. Takie naturalne place zabaw wpisują się w ekologiczne podejście do edukacji, kształtowanie świadomości eko wśród najmłodszych. Rozwijają wyobraźnię, uczą szacunku do natury. Miasta płacą grube pieniądze projektantom za koncepcje takich miejsc, podczas gdy Supraśl miał swoją zachwycającą pokolenia polankę już kilkadziesiąt lat temu. Najbardziej oblegane przedszkola to takie, w których dzieci spędzają czas prawie wyłącznie na świeżym powietrzu (patrz Puszczyk w Białymstoku). Zainspirowane nimi panie z naszego przedszkola, prowadzą dzieci do lasu, organizując im tu czas. O ile miałyby łatwiej, gdyby istniała na polance dawna infrastruktura. To kilka minut drogi od przedszkola.
Dzieci zaskoczyły mnie nie pierwszy raz swoją kreatywnością. Z pni zrobiły sobie sklepik, a znaleziony krzywy patyk okazał się prawdziwym skarbem – to laska krasnala!
Nic, tylko wspierać ich rozwój, wykazując się mądrością i troskliwością. Kto zadba, by kolejne roczniki mogły cieszyć się placem zabaw niczym z bajki? Nie takim zwyczajnym, jak setki innych. Placem, o którym opowiedzą w przyszłości swoim dzieciom, a być może je tu zabiorą.
A teraz bez pretensji, bez wytykania palcami, bez kłótni – nie jest ważne, że wandale, że brak funduszy w przeszłości. Skupmy się na tym, co teraz i zróbmy wszystko, aby plac zabaw mógł tu powrócić. Dzieci go sobie wyobrażają, a my?
Dorosły widzi tu zwykły kawałek lasu. Dzieci zaś teren pełen niespodzianek. Skrytki w ziemi, szałas, sklep, forteca, pojazdy.
Zabawa w sklep. Walutą są w nim liście. Produktami leśne skarby.
Co to za ślady? A do czego była tym ludziom potrzebna żywica? Czy to drzewa nie bolało?
„A to jest nasz szałas, zobacz!”
Nie, to nie jest to, o czym myślicie. To nie zwykły badyl. To niezwykły badyl. Prawdziwy skarb – laska krasnala!
4 Komentarzy
Marta
Oj,tak, było tam pięknie! Magicznie! Swojego czasu, a było to niemal 30lat temu, spędzałam wakacje, ferie w Supraślu. Babcia, Irena Werel, mieszkała tuż przy Świętej Sosnie. Codziennie lataliśmy na Ścieżkę Zdrowia. Ktoś kto to stworzył był wielki! Wielki za pomysł i wykonanie! Prawdziwe dzieło sztuki. Fajnie ze trafiłam na artykuł w którym też ktoś wspomina z sentymentem ten plac zabaw.
Ewelina Lewkowicz-Żmojda
Być może Ściezka Zdrowia, za sprawą miękkich nacisków i takich wspomnień powróci. Jakiś mądry człowiek tego dokona 🙂
Grzegorz
Dziś, w czasie programu ” Polska z góry” na C+, ożyły wspomnienia. Opowiadałem mojej 9 letniej córce, jakież to było magiczne miejsce.
W ośrodku bezpośrednio przyległym do leśnego kompleksu, w którym znajdowała się leśna ścieżka zdrowia, spedziłem turnusy ferii zimowych i wakacyjnych kolonii.
Jestem w szoku, że nie zachowało się nic. ? Rozumiem, że 35 lat swoje robi, ale żeby tak po prostu?
Ewelina Lewkowicz-Żmojda
Może stanie się tak, że ten artykuł i Państwa komentarze, zainspirują kogoś do reaktywacji tego baśniowego miejsca, tak wypełnionego sentymentem i wspomnieniami:)